ale milczał

Czuję się onieśmielony tym bardziej, że mając niegdyś zaszczyt być nauczany przez Michela Foucalta, zachowuję świadomość wdzięcznego, pełnego podziwu ucznia. A świadomość ucznia, gdy ten zaczyna – nie powiem, że dyskutować, lecz rozmawiać z mistrzem czy może prowadzić niemy i nie mający końca dialog, który stworzył zeń ucznia – otóż świadomość ucznia jest świadomością nieszczęśliwą. Zaczynając rozmawiać o świecie, to znaczy opowiadać, od razu czuje się winna: jak dziecko, infans, niemowlę, które że – jak sama nazwa wskazuje – nie umie mówić, tym bardziej nie powinno odpowiadać. A kiedy, jak w tym wypadku, ów dialog może być rozumiany – niesłusznie jako kwestionowanie, uczeń wie, że przede wszystkim to on zostanie zakwestionowany przez sam fakt, że głos mistrza poprzedza jego własny. Czuję się w jakiś sposób zakwestionowany, odtrącony, potępiony: jako uczeń – wobec mistrza, który mówi w nim, aby zarzucić mu, że podniósł ową kwestię i z góry ją odrzucić, wprzódy przed nim odsłoniwszy; jako – we włąsnym poczuciu – mistrz będzie zatem kwestionowany przez ucznia, którym przecież jest także. Ustawiczne nieszczęście ucznia polega może na tym, że nie wie on lub jeszcze ukrywa przed sobą, iż – jak prawdziwe życie – mistrz jest zawsze nieobecny.

Trzeba zatem przełamać lody, a może raczej speculum, lustro refleksji, niekończącą się spekulację ucznia w mistrzu. I zacząć mówić.

(C) Jaques Derrida, Cogito i ‘Historia szaleństwa’, przełożył Tadeusz Komendant, Literatura na świecie,  nr 6,1988.

Spotkanie z “tym, co niewysłowione”

Rozstań się z uprzedzeniami, przestań nieustannie powtarzać oraz wiedzieć, zanim zobaczysz, próbuj ujrzeć świat na nowo, wzrokiem nie zmąconym przez pamięć czy wolę, a odkryjesz, że ty i otaczające cię rzeczy – drzewa, ptaki, krzesła – jesteście jak równoległe linie, które biegną bardzo blisko, lecz nigdy się nie spotykają, rychło porzucisz przekonanie, jakobyś znał świat.

(c) Abraham J. Heschel, Człowiek nie jest sam, przełożyła Katarzyna Wojtkowska-Lipska, Kraków 2001

własnoręczne echo

 

 

Cienki tom ukazał się na początku 1989 roku – zawierał streszczenie wykładów przygotowane przez Foucault do “Annuaire du Collège de France”. Ostatnie napisane własnoręcznie przez niego streszczenie dotyczy roku akademickiego 1981-1982, w którym wykłady poświęcił “hermeneutyce podmiotu”. Pod koniec można przeczytać następujące przypomnienie zasad stoickich: ,,Tym, co stanowi o szczególnej wartości medytacji o śmierci, jest nie tylko fakt, że odnosi się ona do czegoś co opinia publiczna powszechnie wyobraża sobie jako największe nieszczęście, nie tylko to, że pozwala ona przekonać się o tym, że śmierć nie jest złem; medytacja ta sprawia, że możemy antycypująco, by tak rzec, rzucić wstecz spojrzenie na swoje życie. Jeśli zatem ktoś postrzega się jako człowieka znajdującego się w zasięgu śmierci, może ocenić każdą akcję, którą właśnie zamierza podjąć, podług jej wartości. Śmierć, opowiada Epiktet, dopada rolnika przy pracy w polu, żeglarza podczas nawigacji. «A ty, przy jakim zajęciu chcesz zostać dopadnięty przez śmierć?». Seneka spoglądał na chwilę śmierci jako na ten moment, w którym człowiek staje się niejako sędzią samego siebie i może zmierzyć postęp moralny, jaki udało mi się osiągnąć aż do owego ostatniego dnia. W liście XXVI pisze: «Jak daleko się posunąlem, śmierci uwierzę. Bez lęku przygotowuję się na ten dzień, gdy bez sztuczek nijakich i fałszywych ozdób sądzić będę o sobie, czy tylko odważnie mówię, czy też czuję się odważny»” /Foucault, Resumes des cours 1970-1982/
Jakież osobliwe echo budzi dzisiaj tych kilka zdań.

(C) Michel Foucault. Biografia, Didier Eribon,  przełożył Jacek Levin, wydawnictwo KR

Ucieczka od maski, Beckett/Arikhi/Nauman

Dlatego pęd ku autoprezentacji na wideo, znamienny dla artystów tamtego czasu, to także rozprawa z twarzą, która dla jaźni zawsze pozostaje czymś zewnętrznym, a przy próbie wniknięcia w nią wytwarza jej nieznane maski. Można by to wyrazić również słowami Samuela Becketta z tekstu przeznaczonego dla Avigdora Arikhi (1965): “Znów w pogotowiu naprzeciw niedającej się poskromić zewnętrzności. Oko i dłoń gorączkowo spragnione nie-jaźni”. Nieostra granica między twarzą a maską ma wręcz charakter programowy w niektórych pracach Bruce’a Naumana, chętnie powołującego się na Becketta. Relację między nimi przedstawił on niejako dosłowniena rysunku z roku 1981, gdzie odbijają się one w sobie: nad słowem Mask, zapisanym pismem lustrzanym, umieścił słowo Face.Maska jest tu jedynie innym określeniem twarzy, która pojawia się w polu widzenia, gdy przywołuje się tę pierwszą. Maska jest przywiązana do twarzy tak samo jak twarz do maski.

(C) wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2014

Hans Belting, Faces. Eine Geschichte des Gesichts, 2014. /Faces. Historia twarzy, przekład Tadeusz Zatorski/

 

mnie

W krańcowych formach techniki monologowej (które nie mieszczą się już zresztą w specyficznej dziedzinie autobiografii i graniczą z fikcją liryczną) wydarzeniem jest właściwie sam rozwój monologu, niezależnie od relacjonowanych, obojętnych już “faktów”. Widzimy, że zachodzi to odwrotny proces niż ten, na który zwróciliśmy właśnie uwagę przy opowiadaniu w trzeciej osobie: wyłączne podkreślenie ja wzmacnia tym razem interesy trzeciej osoby, “on”, która pozornie znikła: bezosobowe zdarzenie wprowadza dyskretnie zaburzenia w “ja” monologu. Odbarwia je i depersonalizuje. Wystarczy wspomnieć o niektórych utworach prozą Samulea Becketta, by odkryć, jak niezmordowane powtarzanie się “pierwszej osoby” staje się ekwiwalentem rozprzestrzeniania się “nie-osoby”.

Jean Starobinski, Le Style de l’autobiographie, 1970; Style autobiografii, przełożył Władysław Kwiatkowski, 1979; 2009.

© słowo/obraz terytoria

Mark Twain, list z roku 1904

Rzeczywiście rozpocząłem (…), tyle, że postanowienie moje nader szybko stopniało, rozpłynęło się w ciągu pierwszego tygodnia, a cały początek powędrował do kosza. Od owego czasu podejmowałem tę sprawę mniej więcej co trzy, cztery lata, podejmowałem stale nowe próby i wszystkie raz po raz wędrowały w koszu na śmieci.

Louis A. Renza, Wyobraźnia stawia veto: teoria autobiografii, przełożył Maciej Orkan-Łęcki, Gdańsk 2009.

ręka

Jedno z prostych ćwiczeń, które wielu osobom pozwala wyraźniej doświadczyć ciała (…), jest maksymalnie spowolniony ruch ręki. Jeśli chcesz je wykonać, usiądź wygodnie i zamknij oczy. Połóż prawą dłoń na kolanie, a następnie przemieść ją do lewego ramienia, zabierze Ci to nie więcej niż jedną sekundę. A teraz zrób to samo, ale wykonuj ten gest przez godzinę. Ruch ręki musi być tak powolny, że trudno będzie stwierdzić, czy w ogóle coś się rusza, jednak Twoja intencja, by unieść rękę, jest cały czas obecna. Wiele osób, które wykonywało to ćwiczenie, doświadczało różnego rodzaju zmian w sposobie postrzegania własnej ręki, w końcu w ogóle jej nie czuli, doświadczali po prostu pola energii. Często zmienia się nie tylko odczuwanie ręki: świadomość całego ciała przesuwa się w kierunku nieznanych dotąd doznań ciała (…).

Daan van Kampenhout, Rytuały szamańskie a ustawienia rodzinne, przełożyła Małgorzata Baworowska, Katowice, 2006, s. 135-6.

Sławomir Koper, Żony bogów, 2015.

Raz na takie zebranie – opowiada Jan Kott – trafił jakiś starszy inżynier z prowincji, specjalista od sztucznego włókna. Milczał, był wyraźnie onieśmielony, gubił się wśród tych wszystkich pisarzy. I nagle Nałkowska go podprowadziła. I zaczęło się to wspaniałe solo o sztucznym włóknie, zaskakujące, olśniewające. Nałkowska promieniała. Była zawsze wielkim dyrygentem.

za: Wspomnienia o Zofii Nałkowskiej Warszawa, 1965, s. 235.

blue stokfisz

bluestokfiszfaces are like vessels brimfull of water,
drink from them,
till you shake your thirst

When I saw an imprint of this young man’s face on a veronica, I felt  water all around me – it flowed into my body – through  my throat to my stomach. Filled with  the water I did not feel hungry. Thirst disappeared absorbed by the all-embracing ideal liquid. I could not respire, but I did not feel that I was choking . Maybe I was transformed into a sea fish – the fact remains that I felt saltness on my tongue, a smell of salt went through my nostrils . I was not sure how long I could function like that – how long I will be a human, and when I will grow in a skinny fish. But there was no fear in me – only an expectation of an experience of a new, wet world. ©

Yukio Mishima, Wyznanie maski

Czytałem ten fragment setki razy. Ale zdanie: “Nie miał nawet najmniejszego zadrapania”, wydawało mi się oczywistym błędem. Czytając je, czułem się jakby autor mnie zdradził,
i jednocześnie wydawało mi się, że popełnił poważny błąd.
(…)
Babka, która tam mnie zaprowadziła, zadowolona z pochwał moich ciotecznych babek: “Ależ urósł, jaki już duży”, zrobiła szczególny wyjatek dotyczący potraw, które mogełm jeść w domu kuzynki. Do tej pory była tak przerazona moimi atakami autointoksykacji, że nie pozwalala mi jeść żadnych ryb “o niebieskiej skórze”.

przełożyła Beata Kubiak Ho-Chi, Literatura na świecie, 5-6/2003