Według słownikowej definicji rampa to „pomost z desek (…), sztuczny nasyp (…) umożliwiający przeładunek towarów”[1]. „Przeładunek towarów” to jakby samonapędzający się twór interpretacji: gdy odczytamy część, strukturę, warstwę tekstu, ta wywołuje w nas pewien oddźwięk, który znów odsyła nas do tekstu. Więc to jest staigerowski krąg hermeneutyczny, hermeneutischer Zirkel, o którym wspomina Sławiński[2].

[1] Mały Słownik Języka Polskiego, red. S. Skorupka, Warszawa 1969.

[2] Sławiński J., O problemach sztuki interpretacji, [w:] Tegoż, Dzieło – język – tradycja, Kraków 1998, s. 154.

Msze powinni pisywać raczej ateiści niż katolicy. Wydaje się, że katolik nigdy nie wzniesie się ponad pewną banalność. Szczególnie widać to u Kilara. Obawiam się, że jego Missa pro pace nie wznosi się ponad kanon chorału gregoriańskiego. Dotyczy to jedynie Credo.

Sanctus jest dość słodkawe, różne od chorału. Taka słodkawość wzbudza zainteresowanie. Jej mdłość, bardzo nieznaczna.

Rzeczywiście Sanctusjest ciekawe, lecz Credo nie do zniesienia.

Sanctus pobudza. Wzbudza tęsknotę.

Agnus Dei

 

Dona nobis pacem – wielokrotnie w różnym rytmie, pod koniec wydłużone coraz bardziej, wciągające.

Gdy siedzisz w kawiarni, ogarnia cię wyzwolenie. Ponieważ siedzisz sam, pijąc herbatę, ogarnia cię wyzwolenie. Słuchasz wielu głosów, gdy w kawiarni jest wielu ludzi. Niektórych słyszysz lepiej: wiesz o czym mówią; niektórych gorzej słyszysz tylko strzępy pojedynczych słów.

Tam, gdzie jest wiele ludzi, przepływ myśli jest tak ogromny, że ty nie musisz już nic myśleć.

Myśli innych ludzi dają ci ogromną siłę.

Nieważne, co myślę: nie myślę pewnie nic mądrego, nie myślę czegoś zbyt banalnego.

Teraz możesz być taki, jak oni. Gdy przestajesz myśleć  w miejscu, gdzie pada wiele słów, w tobie nic się nie zmienia.

 

Jest to bardziej korzystna sytuacja dla ciebie, bo widzisz, że gdy ty przestajesz myśleć, następuje przesunięcie równowagi. A raczej równowaga zostaje zachowana. Równowaga ilości myślenia, równowaga energii myślenia.

Byłem wczoraj na Dziennikach motocyklowych. Myślę, że ten obraz bardzo mocno zmieni moje życie. Oto dojrzałem, że przemiana życia dokonuje się jedynie w łączności z innymi ludźmi. A jednak bez nich, na dnie serca. Relacje, które łączą mnie z innymi ludźmi zawsze istnieją, a ich istota polega na sieci powiązań, których nie da się zerwać. To tam, na dnie serca, dzieje się to, co ważne. To, co na zewnątrz nie jest już na zewnątrz, lecz w środku, a środek staje się zewnętrzny.

 

Błogosławieństwo podróży dla niej samej jedynie wtedy jest możliwe, kiedy celem staje się przemiana życia. Staje się, bo nikt nie podróżuje dla przemiany, ta sama przychodzi w czasie, który wybiera. Wtedy przychodzi wzruszenie i nieznany cel. Cierpliwość, która pozwala podróżować, otwiera na to, co nowe i nieznane, odwieczne i pochodzące z głębi wyobraźni. Cierpliwość pozwala otworzyć nowe katalogi i gromadzić niezliczone nazwy i słowa, doświadczenia. Choć wydaje się, że katalogowanie jest zimne i alienujące, to ono pozwala wyobraźni znaleźć to, co łączy cały katalog, jego istotę, klucz otwierający wiele drzwi.
Jem solone orzeszki ziemne. Nie są zbyt dobrej jakości, raczej kiepskie, z brytyjskiej czy angielskiej sieci sklepów (nie chcę jej oczerniać). A mam tak delikatne wargi, że one wręcz parzą moje usta. Tak jakbym wkładał między moje wargi kamyki pokryte zawiesiną kwasu.

 

Gdy wczoraj podniosłem zużytą łuskę po leku, bardzo płytko przeciąłem się między dwoma zgięciami na wskazującym palcu – wzdłuż – gdy otworzę przed sobą rękę nacięcie jest skierowane lekko w lewo. Piecze mnie… POWINIENEM brać tłustawe, solone orzeszki, palcami, które trzymają długopis, pisząc i przewracając kartkę, dotykają jej.

http://goo.gl/dGBRP3

A kiedy zobaczycie obrzydliwość spustoszenia tam, gdzie jej być nie powinno – kto czyta, niech rozumie! – wtedy ci z Judei niech uciekną w góry; a kto [będzie] na tarasie, niech nie schodzi, ani niech nie wchodzi, by cokolwiek zabrać ze swojego domu.

Iwona Haneczok: Odczytując sens oryginału. Ajzyk Wagman, Poemat dla dorosłych

Mimo wszystko jednak w przypadku obłoku różnica nie jest aż tak bardzo znacząca dla ogólnego odczytania utworu przez odbiorcę sekundarnego. Przyjrzyjmy się zatem innemu fragmentowi Poematu…, który w oryginale brzmi: „Za oceanem w obłokach się kłębi / apokalipsa […]”, a w przekładach serbskim i angielskim odpowiednio:„Za okeanom u magli se valja / apokalipsa […]”; „Beyond the ocean an apocalypse curls in clouds […]” (‘Za oceanem apokalipsa kłębi się w chmurach/ obłokach’).

Tłumacz serbski zachował tu odpowiadający polskiemu szyk zdania (mimo iż nie jest on naturalny w języku serbskim), ponieważ buduje on napięcie wyłaniającej się zza oceanu, w obłokach wzburzonej wody lub chmurach, apokalipsy. Jest to obrazowanie zaczynające się od zakresu i prowadzące czytelnika do szczegółu. Takie zdanie działa na wyobraźnię odbiorcy, jak zbliżenie w filmie, najpierw widzimy większy plan — ocean, później w kadrze pojawiają się obłoki na wodzie, które zaczynają się kłębić, ostatecznie z tych obłoków wyłania się apokalipsa. Angielski przekład całkowicie zakłóca obrazowy odbiór tego fragmentu.

land of sea

Gonna drive into the sun
Till the driving day is done
Lay my head under the Milky Way
Like we had done yesterday

Listen to the quiet night
By the crackling firelight
Tell the story of a thousand years
Before the time of man appeared

Lean and thirsty coyote
Would you like a drink from me?
You seem to know the mystery
From the time when all this land was sea

 

Gonna drive into the sun

Till the driving day is done

Lay my head under the Milky Way

Like we had done yesterday 

 

Try to find the secret place

Treasures time could not erase

Signs and traces left in stone

Ruins of a past unknown

bukiet jarzyn

Daniel powziął postanowienie, by się nie kalać potrawami królewskimi ani winem, które [król] pijał. Poprosił więc nadzorcę służby dworskiej, by nie musiał się kalać. Bóg zaś obdarzył Daniela przychylnością i miłosierdziem nadzorcy służby dworskiej. Nadzorca służby dworskiej powiedział do Daniela: «Obawiam się, by mój pan, król, który przydzielił wam pożywienie i napoje, nie ujrzał, że wasze twarze są chudsze niż [twarze] młodzieńców w waszym wieku i byście nie narazili mojej głowy na niebezpieczeństwo u króla». Daniel zaś powiedział do strażnika, którego ustanowił nadzorca służby dworskiej nad Danielem, Chananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: «Poddaj sługi twoje dziesięciodniowej próbie: niech nam dają jarzyny do jedzenia i wodę do picia. Wtedy zobaczysz, jak my wyglądamy, a jak wyglądają młodzieńcy jedzący potrawy królewskie i postąpisz ze swoimi sługami według tego, co widziałeś». Przystał na to żądanie i poddał ich dziesięciodniowej próbie. A po upływie dziesięciu dni wygląd ich był lepszy i zdrowszy niż innych młodzieńców, którzy spożywali potrawy królewskie. Strażnik zabierał więc ich potrawy i wino do picia, a podawał im jarzyny.

Grzegorz Jarzyna (ur. 4 II 1968 w Chorzowie)

John Gimlette, Dzikie wybrzeże

Nie był pierwszym badaczem, którego zafascynowała urari. Raleigh pisał, że to najciekawsza rzecz, jaką widział w całym swoim życiu (sądził, że odtrutką na nią jest czosnek). W 1759 roku truciznę opisał Francuz Charles Marie de La Condamine, dodając interesujący szczegół: przygotowanie urari powierzano skazanym na śmierć. (Mikstura była gotowa, kiedy kucharze padali martwi na ziemię). Dziesięć lat później angielski lekarz doktor Bancroft próbował na własną rękę przeprowadzić kilka eksperymentów, ale trochę substancji dostało mu się do oka i musiał czym prędzej zanurzyć głowę w w wodach rzeki Demerara, W 1800 roku Aleksander von Humboldt wniósł nieco powagi w te pseudonaukowe rozważania, odkrywając, że jedynym aktywnym składnikiem mikstury jest wyciąg z kory pewnego pnącza (które dziś nosi nazwę Strychnos toxifera). Ale Waterton posunął sprawę jeszcze dalej: kupił od Indian Makuszi flakonik bezcennego płynu i przywiózł go ze sobą do Yorkshire.