fizyka z matematyką

Pisaliśmy wtedy przygnębiające opowiadania. Ale ich smutek nie pochodził od nas – pochodził z wnętrza ziemi. Był zatem przez nas jedynie opisywany i choć dotykała nas jego aura, byliśmy zdystansowani.
To było tak, gdy ogląda się zawody sportowe. Faktycznie, emocje są dość silne, ale to nie my walczymy o puchar. Potrafimy krzyczeć z radości tylko dlatego, że – według pewnych zasad – wybrana drużyna zdobyła zwycięstwo. Podobne emocje, tylko o przeciwnym biegunie odczuwają kibice drużyny przegranej. choć siła tych emocji jest jednakowa, objawy są diametralnie różne.
Zdumienie więc wywołuje w nas kibic przegranej drużyny, który się śmieje. A on po prostu mieszka w naszej dzielnicy.

będąc własnym sąsiadem

Gdy szedłem dziś ulicą zastanawiałem się nad tym czy mój sąsiad, taki niski typek, czyta wieczorem książki. Nie, nie czułbym się zaskoczony – ale jestem ciekawy czy to w ogóle możliwe. Zatem – szczerze powiedziawszy – byłbym bardzo zdziwiony widząc go wieczorem w fotelu czytającego. Z podłogową lampa u boku. Lub może w łóżku, u boku swojej żony zaczytującego się w gazecie. Bardziej może spodziewałbym się tego, że może śpią na gazetach lub palą w piecu książkami – co już w ogóle nie jest możliwe – nie mają pieca.
Jaki jest ten sąsiad – ten niski typek? Nie ulega wątpliwości, że gdyby był choć trochę wyższy, nie byłby taki komiczny. Jak to jest – czy nagle wybiega z domu, od stołu, sprzed telewizora – leci gdzieś coś załatwić. najpewniej do pomocy społecznej. Czy sam także czuje swój komizm?

8’53

Postanowił podejść do tego systematycznie. Zacząć pisać tak, żeby móc spodziewać się efektu w odpowiednim czasie. Efektu, który nie będzie zaskoczeniem ani dla niego, ani dla najbliższych (gdy tylko poinformuje ich o tym, że zaczął pisać). Chciał osiągnąć taki efekt, który nie będzie zaskoczeniem również w sensie artystycznym. Zatem nie spodziewał się niczego, co mogłoby go zaskoczyć. Czego mógłby spodziewać się po systematycznej pracy, tym bardziej, że była to praca nad czymś tak nieokreślonym jak ruchy ręki z piórem po papierze, z piórem pomiędzy kciukiem i dwoma innymi palcami. nie spodziewał się – i słusznie – żeby te trzy palce, które współzawodnicząc współpracowały ze sobą mogły go zaprowadzić tam, gdzie jest zaskoczenie.

Po trochy oczywiście liczył, że to coś zaskoczy – taka systematyczna praca i – gdy będzie już systematycznie ćwiczył swoje ruchy nad kartką – znajdzie czas, żeby rzeczywiście pisać.
Był to człowiek tego rodzaju, że dla małego sukcesu (bo niczego więcej nie oczekiwał – żeby tylko napisać coś na tyle zabawnego, co będzie można czytać przy starym, dobrym jazzie – nie, nie hip-hopie, którego tak bardzo się obawiał) wystarczy – myślał – odrobina regularności i pchnięcie w kierunku siły grawitacji.
5:03:1
Dziś obróciło się przeciwko mnie. Gdy tylko wstałem. było zbyt późno. Żeby tam podejść, którędy to zobaczyć lub pomyśleć, że tędy wiedzie ta zielona droga, która wiedzie dotąd lub którędy. Oj oj o która to godzina była tego dnia, że zobaczyliśmy te różne kolory tego dnia: białe i niebieskie. Białe i żółte. Żółty to kolor, który najbardziej lubię. Kolor, który wydaje się najbardziej udany. Wtedy, gdy jestem tutaj i widzę to. Taki już jest ten zielony kwiatek. Oj oj, biały i niebieski. Żeby tylko to zobaczyć.
To ciągle zbyt mało, moje biegnące myśli. Biegną gdzieś w zupełnie innym miejscu. Nie dotyczą czegokolwiek, a tylko zielonej trawy. Żółtej! żółtej!, oni wołają. Lecz tylko teraz, gdy w moim uchu jest słuchawka. Jeszcze tylko tle czasu, tylko! tylko!, żeby napisać to.