Tadeusz Sławek, Oczy to nie wszystko

 

 

SAM_1076

Świat zasypało śniegiem. Kuba stoi przy oknie i patrzy jak białe, zimne ręce mrozu dotykają szyby.
— Zima jest podobna do mnie — mówi coś obok niego. To pewnie firanka, bo tylko ona jest tak bardzo biała. Chociaż i obrus świeżutki jak płatek śniegu.
Kuba dotyka szyby i palec aż zatrząsł się z zimna. (A może z oburzenia, bo na pewno nie ze śmiechu; nie ma w tym przecież nic śmiesznego, gdy ktoś sprawi nam nagle zimny prysznic). Potem Kuba dotyka firanki. Jest gładka jak śnieg. W świetle stojacej na stole lampy błyszczy się jak zamarznięty staw.
— Zima jest podobna do mnie — mówi coś grubym głosem. Kuba dziwi się, bo w pokoju nie ma nic białego oprócz firanki i obrusa. A poza tym, czy obrus mógłby mówić tak grubym głosem?
— I do mnie też — rozlega się z kąta. Nim Kuba zdążył się odwrócić, już coś znowu woła spod sufitu, a inne coś tuż znad podłogi: — I do mnie. I do mnie.
— Jak możecie się tak kłócić? — pyta Kuba, może nawet trochę głośniej, niżby naprawdę chciał, bo kłótnie martwią go tak samo jak winda. W windzie Kuba niepokoi się i kręci. Nigdy nie wie (właściwie i jedno i drugie po trochu, ale jak to jest możliwe?) Tak samo wtedy, gdy ludzie się kłócą, Kuba nie wie, co z tego wyniknie. Nie wie, czy kłótnia to rozmowa, czy może zupełnie co innego? No więc i teraz niepokoi się, że wszystkie przedmioty zaczną się kłócić, wirować dookoła i opadać, jakby unosił je silny wiatr.