Lutowy koncert byłego basisty Joy Division w klubie Palladium podobno należał do udanych. Peter Hook nie próbował naśladować Iana Curtisa, lecz unowocześniając stylistykę patetycznego oryginału wzmocnił jego punkową siłę. Zabawa była zatem prawdopodobnie przednia zarówno dla młodych, jak i starszych panów pod sześćdziesiątkę, śmiało przytupujących nogą. W tym tonie pisze Krzysztof Sokalla dla OnetMuzyka.

Początki tej postpunkowej i nowofalowej grupy, to spotkanie przyszłych przyjaciół na koncercie Sex Pistols w Manchesterze lat 70.

W wywiadzie udzielonym Piotrowi Stelmachowi, Peter Hook wspomina wypowiedź Antona Corbijna o tym mieście: ‘Manchester był miastem przemysłowym, pod koniec lat 70. wymyślanym jakby na nowo. Pojawiło się ciekawe połączenie starego z nowym. To wszystko było dość dezorientujące. Była to też era rządów Margaret Tchatcher. Wtedy to Manchester zmienił się z miasta przemysłowego, nazwijmy to, w normalne. To były wyczerpujace dla nas czasy, bez cienia wątpliwości.”

O przyjaźni z Janem mówi:

“Jeśli przechodziłeś na wysokie tony, nagle było słychać. I Ian Curtis lubił, kiedy grałem wysoko, zawsze się wtedy ekscytował: <<To świetnie brzmi. Zagraj tak! Zagraj!>> Ilekroć graliśmy nowy numer, Ian zawsze zachęcał mnie by znaleźć właściwy kierunek. Później trzeba było już tylko eksplorować ten obszar i sprawdzić, jak daleko można się posunąć”.

Lider zespołu był świetnym mentorem. Był jakby dyrygentem.