Może wszystko ułożyło się inaczej, pomyślałem. Może człowiek nagle wziął się w garść, publikacja w piśmie podniosła go z bujanego fotela, gdzieś pracuje, pisze, wynajął mieszkanie, znalazł inną kobietę. Przez chwilę próbowałem go sobie wyobrazić w mieszkaniu z wielkiej płyty, w japonkach w upalny wieczór, w czystych spodniach z demobilu, grubym swetrze. A na jego kolanach tego samego kota. Im bardziej jednak precyzowałem ten obraz, tym bardziej wydawał się nierealny.
W końcu wyciągnąłem umowę i zrobiłem ostatnią rzecz, jaką mogłem zrobić dla człowieka, który nazywał się tak samo jak ja, podpisałem ją.
Powieść naturalna w przekładzie Marty Hożewskiej-Todorow.