Nieuchronną słabością protestów oburzonych, wyrażających autentyczny gniew, jest niemożność przekształcenia ich w minimalnie pozytywny program socjopolitycznej zmiany (…).
Pełna naturalizacja (albo samowymazywanie) ideologii narzuca smutny, lecz nieunikniony wniosek dotyczący współczesnej dynamiki społecznej: dziś właściwie to kapitalizm jest rewolucyjny. W ciągu kilku ostatnich dekad zmienili cale nasze otoczenie, od technologi po ideologie, podczas gdy konserwatyści i socjaldemokraci najwyżej reagowali na te zmiany, desperacko trzymając się starych zdobyczy. Sama idea radykalnej zmiany społecznej wydaje się w takim układzie niemożliwym marzeniem (…).
Dlatego, jak kiedyś to ujął Alvaro Garcia Linera, nasz horyzont powinien pozostać (…) – horyzont nie jako nieosiągalny ideał, ale jako przestrzeń myślowa, wewnątrz której się poruszamy. Czy to jest możliwe? Nasza odpowiedzią powinien być paradoks: soyons realistes, demandons l’impossible [bądźmy realistami, domagajmy się niemożliwego]. Prawdziwą utopią jest sądzić dziś to, ze będziemy w stanie rozwiązać nasze problemy przez skromne zmiany w naszym systemie.
[S. Ziżek, Koszmar minionego lata, Krytyka Polityczna # 29]