dzikie wybrzeże

Hokusai, Ocean waves

Czekając na molo, czułem, jak powoli zagarnia mnie przeszłość. Pojawiła się rodzinka o granatowych włosach, taszcząca wiekową maszynę do pisania. Dzieciaki, gołe jak je Pan Bóg stworzył, zerwały się z pomostu niczym stado jaskółek, dały nura do wody i pluskały się w najlepsze, dopóki nie podpłynęła piroga jak stary pień drzewa. Całe towarzystwo natychmiast wdrapało się do łodzi i powiosłowało precz. Nagle wyrósł obok mnie jakiś strzec i zaczął z bliska oglądać moją twarz. Wreszcie przemówił:
– Masz okulary. Daj mi je, proszę.
Wyjaśniłem, że nie widzę dobrze bez okularów, w zamian on wyjaśnił mi, że nigdy nie widział dobrze. Ale to nie przeszkadzało mu wytwarzać piróg, jednej tygodniowo, które wyciosywał z pni drzew.

John Gimlette, Dzikie wybrzeże, przełożyła Hanna Pustuła-Nowicka, 2013.