Przeczytałem dziś ciekawe zdanie w książce Wojciecha Albińskiego Soweto. Nie przepisałem go niestety.

Sam Albiński wydaje się bardzo interesujący. I co istotne zapewne, urodził się w 1935 roku.  Geodeta, który wyjechał do Paryża w 1963, mieszkał w Genewie, to jednak Afryka zrobiła na nim wrażenie i odbiła piętno w jego książkach. Choć sięgając po tę książkę myślałem, że będzie dotyczyła byłego ZSRR.

Z tego, co rzuciłem okiem na parę zdań, również na to, którego tu nie umieszczam, proza wydaje się nie do strawienia w ciągu jednej nocy. Nie są to jednak również ujmujące świetnie rzecz aforyzmy, które można czytać po kawałku. Książka posiada fabułę. Nie wiem, czy wrócę jeszcze do tej książki.

Zdecydowałem się na Kalahari.