Wszystkie możliwe więzy łączące nas z rzeczami rozluźniają się i puszczają pod wpływem cierpienia, ono może wyzwolić od wszystkiego, ale nie od obsesji na punkcie samego siebie i od poczucia, że się jest nieodwołalnie jednostką. To samotność w całej swej istocie.
Najpierw wydaje nam się, że idziemy w kierunku światła; później zmęczeni marszem bez celu, zaczynamy się osuwać: ziemia robi się z chwili na chwilę mniej zwarta, nagle już nie może nas utrzymać i otwiera się. Na próżno próbowaliśmy podążać ku celom skąpanym w słońcu – ciemności rozpościerają się w nas i pod nami. Nawet najmniejsze światełko nie towarzyszy naszemu spadaniu, wzywa nas otchłań, a my podążamy za jej wezwaniem. Powyżej zaś zostaje wszystko, czym chcieliśmy być; wszystko, co nie miało dość siły, by wznieść nas wyżej.
Emile M. Cioran, Zarys rozkładu, cytat z książki Wojciecha Tochamana Wściekły pies, 2007.