polityczna poprawność, dlaczego segreguję

Pisanie wierszy to już zdecydowana przeszłość. Słowa zapisane to słowa niewypowiedziane [w momencie pisania]. Słowa skazane na zapomnienie. Niczego więc nie zapisuję. Po co miałbym to robić. Słowo zapisane nie ma w ogóle znaczenia, nie ma swego brzmienia. Jakie więc znaczenie ma powrót. Czy warto by wracać do tego, co pozostało, ale co pozostało tylko w archiwum. To oczywiste kłamstwo, że niczego nie zapisuję. Ciągle nie mogę przed tym się powstrzymać. Nie wiem tylko po co zapisuję – o tym czytałem we fragmencie Mal d’Archive Derridy w przekładzie Adama Dziadka. Że nie wiadomo po co jest archiwum. Jak więc je obsługiwać – czy składać wszystkie zapisane kartki w jedno miejsce czy też być mogłoby, żeby je jakoś segregować. Więc może segregować, lecz dopiero gdy upłynie czas od momentu złożenia w jedno miejsce. Czy warto więc później sięgać po tamte kartki – i jaki mieć do tego stosunek? Czy robić to tylko sentymentu czy może, żeby tylko segregować? Czy przypominać sobie różne zdarzenia związane z kartką papieru czy tylko segregować? To nie do uniknięcia. Kto mógłby tylko segregować. Czy jest ktoś taki? Gdzie szukać kogoś, kto nie ma żadnych sentymentów? Kim byłby czy byłoby? Nie wydaje się, żeby Bóg, o którym mówią, był taki. Więc gdzie to jest, czym teraz zajmuje się mój umysł. Gdzie ja znajduję siebie. Czy ja jestem taki, że mógłbym tylko segregować? O! pamiętam, gdy wiele razy tak się czułem. Lecz gdy już wiedziałem, że bywało również tak, że segregowałem z sentymentem, nie myślałem źle o bezwzględnej segregacji. Więc nie ma tego, kto tylko segreguje? Bywa czasami – lecz nie pozostaje na długo.