8’53

Postanowił podejść do tego systematycznie. Zacząć pisać tak, żeby móc spodziewać się efektu w odpowiednim czasie. Efektu, który nie będzie zaskoczeniem ani dla niego, ani dla najbliższych (gdy tylko poinformuje ich o tym, że zaczął pisać). Chciał osiągnąć taki efekt, który nie będzie zaskoczeniem również w sensie artystycznym. Zatem nie spodziewał się niczego, co mogłoby go zaskoczyć. Czego mógłby spodziewać się po systematycznej pracy, tym bardziej, że była to praca nad czymś tak nieokreślonym jak ruchy ręki z piórem po papierze, z piórem pomiędzy kciukiem i dwoma innymi palcami. nie spodziewał się – i słusznie – żeby te trzy palce, które współzawodnicząc współpracowały ze sobą mogły go zaprowadzić tam, gdzie jest zaskoczenie.

Po trochy oczywiście liczył, że to coś zaskoczy – taka systematyczna praca i – gdy będzie już systematycznie ćwiczył swoje ruchy nad kartką – znajdzie czas, żeby rzeczywiście pisać.
Był to człowiek tego rodzaju, że dla małego sukcesu (bo niczego więcej nie oczekiwał – żeby tylko napisać coś na tyle zabawnego, co będzie można czytać przy starym, dobrym jazzie – nie, nie hip-hopie, którego tak bardzo się obawiał) wystarczy – myślał – odrobina regularności i pchnięcie w kierunku siły grawitacji.
5:03:1
Dziś obróciło się przeciwko mnie. Gdy tylko wstałem. było zbyt późno. Żeby tam podejść, którędy to zobaczyć lub pomyśleć, że tędy wiedzie ta zielona droga, która wiedzie dotąd lub którędy. Oj oj o która to godzina była tego dnia, że zobaczyliśmy te różne kolory tego dnia: białe i niebieskie. Białe i żółte. Żółty to kolor, który najbardziej lubię. Kolor, który wydaje się najbardziej udany. Wtedy, gdy jestem tutaj i widzę to. Taki już jest ten zielony kwiatek. Oj oj, biały i niebieski. Żeby tylko to zobaczyć.
To ciągle zbyt mało, moje biegnące myśli. Biegną gdzieś w zupełnie innym miejscu. Nie dotyczą czegokolwiek, a tylko zielonej trawy. Żółtej! żółtej!, oni wołają. Lecz tylko teraz, gdy w moim uchu jest słuchawka. Jeszcze tylko tle czasu, tylko! tylko!, żeby napisać to.