caveat / threshold

Tymczasem Sławek od początku mnożył wątpliwości. Jasne były tylko reguły zaliczenia, natomiast cała reszta skrzyła się pytaniami, natrętną nieufnością wobec oczywistych rozstrzygnięć. Pamiętam swoje oburzenie, gdy zapytał o… próg. o znaczenie progu do drzwi, do domu. Powiedziałem: ‘Próg jest progiem i niczym więcej!’. Nie wiedziałem wtedy, czym jest oikologia i jakie wnosi sensy do kultury.

(c) Andrzej Śnioszek, O pocieszeniu, jakie daje niepwność. Na marginesie poezji Tadeusza Sławka, [w:] Bartos, E., & In Kisiel, M. (2017). Światy poetyckie Tadeusza Sławka.

Smutek powstrzymuje nienawiść

W ten sposób nabyta konstrukcja symboliczna, subiektywność zbudowana na takiej podstawie, mogą łatwo rozpaść się z chwilą, gdy doświadczenie nowego rozdzielenia albo nowej straty ożywi obiekt pierwotnego odrzucenia i wstrząśnie wszechwładzą zachowaną za jego cenę. Tak więc językowe signifant które było pozorem, zostaje porwane przez emocje jak grobla przez wzburzone morze. Podmiot zostaje zatopiony przez uczucie, pierwotny zapis utraty, który długo trwa poza odrzuceniem. Moje uczucie smutku jest tymczasem ostatecznym choć niemym świadkiem tego, że mimo wszystko straciłem pierwotną Rzecz wszechwładnej dominacji. Smutek ten jest ostatnim filtrem agresywności, narcystycznym powstrzymaniem nienawiści, która zostaje dopuszczona do głosu – nie przez prostą pruderię moralną czy Nad-Ja, ale dlatego, że “ja” jest wciąż połączone w smutku z innym, niesie go w sobie, uwewnętrznia jego własną wszechwładną projekcję i się nią rozkoszuje. Smutek byłby tym samym negatywną stroną wszechwładzy, pierwszą i źródłową oznaką tego, że inny mi się wymyka, ale też, że ja nie akceptuję siebie w stanie porzucenia.

Julia Kristeva, urodzona w Bułgarii, pracuje i mieszka we Francji od 1966 r.

(C) Kristeva, J., Markowski, M. P., & Ryziński, R. (2007). Czarne słońce: Depresja i melancholia. Kraków: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas.

Fonetyka angielska dla Polaków [etiudy /z polskiego na angielski i na powrót/]

Po co – jedna, jeszcze, książka o angielskiej fonetyce?

Ona jest zwinna. Jest inna, różni się formą prośby, sztuką zachęty, w pewnej swej (c)horowitej rozciągłości, rozszerzeniu, inna w tym, co pomieściła.

Czy jest lepsza od swych poprzedników, os(i)ądź mnie(j) czytelniku, lecz nie pisałbym, gdybym nie wierzył, że taka może być.

Na początku jednak, przypomnij, nie ma(m) możliwości, aby nauczyć żadnej-ładnej rzeczy.

Jest godzina dziewiąta za jeden.

(c) Sobkowiak, W. (1996). English phonetics for Poles: A resource book for learners and teachers. Poznań: Wydawnictwo Bene Nati.

Ἐφφαθά: wyszedłam z ust Najwyższego

 

(…)

linijka, wskaźnik do mapy, kij od miotły, / gumowy wąż do gazu z pracowni fizycznej, / pejcz wyplatany z kolorowych żyłek / przez śliczną polonistkę nawet w trakcie lekcji, / każdy miał swój atrybut, niektórzy styl, / celny rzut kredą, a w furii pękiem kluczy, / lecz to domena wyćwiczonych myśliwych, / innym pozostawał dziennik albo zeszyt / którym najłatwiej zdzielić w łeb

Pożółklą kartkę z tym niedokończonym zapiskiem znalazłem niedawno w rodzinnym domu, w starach szpargałach, a tuż obok dostrzegłem jeszcze jeden fragment:

charki, fleki, flyje, / griny, zielone, / plucie lizanie, smarkanie / wszystko lepkie od śliny, / ślina ślina ślina

Przeczytałem i oniemiałem – oczywiśćie, to jest moje, ale jakbym znał to skądinąd; przecież gdzieś to już czytałem, nawet domyślam się, gdzie. I znalazłem:

‘Ślina. Plwociny, charki, griny, gluty. Szkoła była ich przytułkiem. Śliną znaczono w niej terytoria, śliną się porozumiewano, śliną wyznawano miłość i pogardę.

Pluto, pluliśmy. Nauczono mnie pluć. Zanim po raz pierwszy napluto na mnie, jednego z pierwszych dni szkolnych w ogóle, zobaczyłem, jak się rozmawia, plując’.

(…) wyssałem z pamięci i z głębi własnych ślinianek.

(…) W końcu jego miłość powstawała w sąsiedztwie, więc może coś uroniłem, niebacznie kręcąc się setki razy po tych samych ulicach i placach Chorzowa, oglądając z balkonu jego zaplutą szkołę?

(C) Nawarecki, A. (2011). Lajerman. Gdańsk: Wydawnictwo Słowo/Obraz Terytoria.

‘niczego nie zakładam, niczego nie wykluczam’ /K./

jedno ze spotkań było z mężczyzną, Przemysławem Sobieszczukiem, który choruje na rzadką, bardzo dolegliwą, genetyczną chorobę skóry; był pomysł, aby każdy coś na temat tego spotkania napisał; czytam,to, co napisałem i teraz niezbyt widzę w tym jakąś istotną treść, widzę natomiast błędy językowe, ‘idiomy’, które wydawały mi się atutem – poza tym,co teraz piszę jest dłuższe

Napisałem tę parę słów przed Świętami, czytam teraz, cóż, widzę tu sporo niejasności, mało treści. Wydawał mi się z początku ciekawy językowo, jednak teraz uznaję te atuty za wadę. Lakoniczny.
____
Spotkanie to wbrew przewidywaniom nie było spotkaniem z człowiekiem wykluczonym. Sprzyjała temu zapewne forma spotkania, której centrum stanowił właśnie Człowiek-Motyl. Zastanawiając się nad psychologiczną motywacją, potrzebą zorganizowania tego spotkania: mówię tu o motywacji ze strony Człowieka-Motyla, mogła być, w mojej własnej opinii, potrzeba przeciwdziałania wykluczeniu siebie; wykluczeniu pojętemu w sposób wielokrotny.
Pierwsze, co przychodzi na myśl to wykluczenie, któremu podlega się będąc w jakikolwiek sposób inny, wykluczenie przez otoczenie, współpracowników, nawet znajomych, napotkanych w miejscach publicznych.
Paradoksalnie wykluczenie to związane jest z pewnego rodzaju wy(p)różnieniem, nie zaś tylko z wy(p)różnianiem się z powodu unikalnych cech, które w oczywisty sposób nie są ani zasłużone, ani nie są też karą.
_____

(c) (p)

ale milczał

Czuję się onieśmielony tym bardziej, że mając niegdyś zaszczyt być nauczany przez Michela Foucalta, zachowuję świadomość wdzięcznego, pełnego podziwu ucznia. A świadomość ucznia, gdy ten zaczyna – nie powiem, że dyskutować, lecz rozmawiać z mistrzem czy może prowadzić niemy i nie mający końca dialog, który stworzył zeń ucznia – otóż świadomość ucznia jest świadomością nieszczęśliwą. Zaczynając rozmawiać o świecie, to znaczy opowiadać, od razu czuje się winna: jak dziecko, infans, niemowlę, które że – jak sama nazwa wskazuje – nie umie mówić, tym bardziej nie powinno odpowiadać. A kiedy, jak w tym wypadku, ów dialog może być rozumiany – niesłusznie jako kwestionowanie, uczeń wie, że przede wszystkim to on zostanie zakwestionowany przez sam fakt, że głos mistrza poprzedza jego własny. Czuję się w jakiś sposób zakwestionowany, odtrącony, potępiony: jako uczeń – wobec mistrza, który mówi w nim, aby zarzucić mu, że podniósł ową kwestię i z góry ją odrzucić, wprzódy przed nim odsłoniwszy; jako – we włąsnym poczuciu – mistrz będzie zatem kwestionowany przez ucznia, którym przecież jest także. Ustawiczne nieszczęście ucznia polega może na tym, że nie wie on lub jeszcze ukrywa przed sobą, iż – jak prawdziwe życie – mistrz jest zawsze nieobecny.

Trzeba zatem przełamać lody, a może raczej speculum, lustro refleksji, niekończącą się spekulację ucznia w mistrzu. I zacząć mówić.

(C) Jaques Derrida, Cogito i ‘Historia szaleństwa’, przełożył Tadeusz Komendant, Literatura na świecie,  nr 6,1988.

Spotkanie z “tym, co niewysłowione”

Rozstań się z uprzedzeniami, przestań nieustannie powtarzać oraz wiedzieć, zanim zobaczysz, próbuj ujrzeć świat na nowo, wzrokiem nie zmąconym przez pamięć czy wolę, a odkryjesz, że ty i otaczające cię rzeczy – drzewa, ptaki, krzesła – jesteście jak równoległe linie, które biegną bardzo blisko, lecz nigdy się nie spotykają, rychło porzucisz przekonanie, jakobyś znał świat.

(c) Abraham J. Heschel, Człowiek nie jest sam, przełożyła Katarzyna Wojtkowska-Lipska, Kraków 2001

własnoręczne echo

 

 

Cienki tom ukazał się na początku 1989 roku – zawierał streszczenie wykładów przygotowane przez Foucault do “Annuaire du Collège de France”. Ostatnie napisane własnoręcznie przez niego streszczenie dotyczy roku akademickiego 1981-1982, w którym wykłady poświęcił “hermeneutyce podmiotu”. Pod koniec można przeczytać następujące przypomnienie zasad stoickich: ,,Tym, co stanowi o szczególnej wartości medytacji o śmierci, jest nie tylko fakt, że odnosi się ona do czegoś co opinia publiczna powszechnie wyobraża sobie jako największe nieszczęście, nie tylko to, że pozwala ona przekonać się o tym, że śmierć nie jest złem; medytacja ta sprawia, że możemy antycypująco, by tak rzec, rzucić wstecz spojrzenie na swoje życie. Jeśli zatem ktoś postrzega się jako człowieka znajdującego się w zasięgu śmierci, może ocenić każdą akcję, którą właśnie zamierza podjąć, podług jej wartości. Śmierć, opowiada Epiktet, dopada rolnika przy pracy w polu, żeglarza podczas nawigacji. «A ty, przy jakim zajęciu chcesz zostać dopadnięty przez śmierć?». Seneka spoglądał na chwilę śmierci jako na ten moment, w którym człowiek staje się niejako sędzią samego siebie i może zmierzyć postęp moralny, jaki udało mi się osiągnąć aż do owego ostatniego dnia. W liście XXVI pisze: «Jak daleko się posunąlem, śmierci uwierzę. Bez lęku przygotowuję się na ten dzień, gdy bez sztuczek nijakich i fałszywych ozdób sądzić będę o sobie, czy tylko odważnie mówię, czy też czuję się odważny»” /Foucault, Resumes des cours 1970-1982/
Jakież osobliwe echo budzi dzisiaj tych kilka zdań.

(C) Michel Foucault. Biografia, Didier Eribon,  przełożył Jacek Levin, wydawnictwo KR

Ucieczka od maski, Beckett/Arikhi/Nauman

Dlatego pęd ku autoprezentacji na wideo, znamienny dla artystów tamtego czasu, to także rozprawa z twarzą, która dla jaźni zawsze pozostaje czymś zewnętrznym, a przy próbie wniknięcia w nią wytwarza jej nieznane maski. Można by to wyrazić również słowami Samuela Becketta z tekstu przeznaczonego dla Avigdora Arikhi (1965): “Znów w pogotowiu naprzeciw niedającej się poskromić zewnętrzności. Oko i dłoń gorączkowo spragnione nie-jaźni”. Nieostra granica między twarzą a maską ma wręcz charakter programowy w niektórych pracach Bruce’a Naumana, chętnie powołującego się na Becketta. Relację między nimi przedstawił on niejako dosłowniena rysunku z roku 1981, gdzie odbijają się one w sobie: nad słowem Mask, zapisanym pismem lustrzanym, umieścił słowo Face.Maska jest tu jedynie innym określeniem twarzy, która pojawia się w polu widzenia, gdy przywołuje się tę pierwszą. Maska jest przywiązana do twarzy tak samo jak twarz do maski.

(C) wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2014

Hans Belting, Faces. Eine Geschichte des Gesichts, 2014. /Faces. Historia twarzy, przekład Tadeusz Zatorski/

 

mnie

W krańcowych formach techniki monologowej (które nie mieszczą się już zresztą w specyficznej dziedzinie autobiografii i graniczą z fikcją liryczną) wydarzeniem jest właściwie sam rozwój monologu, niezależnie od relacjonowanych, obojętnych już “faktów”. Widzimy, że zachodzi to odwrotny proces niż ten, na który zwróciliśmy właśnie uwagę przy opowiadaniu w trzeciej osobie: wyłączne podkreślenie ja wzmacnia tym razem interesy trzeciej osoby, “on”, która pozornie znikła: bezosobowe zdarzenie wprowadza dyskretnie zaburzenia w “ja” monologu. Odbarwia je i depersonalizuje. Wystarczy wspomnieć o niektórych utworach prozą Samulea Becketta, by odkryć, jak niezmordowane powtarzanie się “pierwszej osoby” staje się ekwiwalentem rozprzestrzeniania się “nie-osoby”.

Jean Starobinski, Le Style de l’autobiographie, 1970; Style autobiografii, przełożył Władysław Kwiatkowski, 1979; 2009.

© słowo/obraz terytoria