mnie

W krańcowych formach techniki monologowej (które nie mieszczą się już zresztą w specyficznej dziedzinie autobiografii i graniczą z fikcją liryczną) wydarzeniem jest właściwie sam rozwój monologu, niezależnie od relacjonowanych, obojętnych już „faktów”. Widzimy, że zachodzi to odwrotny proces niż ten, na który zwróciliśmy właśnie uwagę przy opowiadaniu w trzeciej osobie: wyłączne podkreślenie ja wzmacnia tym razem interesy trzeciej osoby, „on”, która pozornie znikła: bezosobowe zdarzenie wprowadza dyskretnie zaburzenia w „ja” monologu. Odbarwia je i depersonalizuje. Wystarczy wspomnieć o niektórych utworach prozą Samulea Becketta, by odkryć, jak niezmordowane powtarzanie się „pierwszej osoby” staje się ekwiwalentem rozprzestrzeniania się „nie-osoby”.

Jean Starobinski, Le Style de l’autobiographie, 1970; Style autobiografii, przełożył Władysław Kwiatkowski, 1979; 2009.

© słowo/obraz terytoria

Mark Twain, list z roku 1904

Rzeczywiście rozpocząłem (…), tyle, że postanowienie moje nader szybko stopniało, rozpłynęło się w ciągu pierwszego tygodnia, a cały początek powędrował do kosza. Od owego czasu podejmowałem tę sprawę mniej więcej co trzy, cztery lata, podejmowałem stale nowe próby i wszystkie raz po raz wędrowały w koszu na śmieci.

Louis A. Renza, Wyobraźnia stawia veto: teoria autobiografii, przełożył Maciej Orkan-Łęcki, Gdańsk 2009.

ręka

Jedno z prostych ćwiczeń, które wielu osobom pozwala wyraźniej doświadczyć ciała (…), jest maksymalnie spowolniony ruch ręki. Jeśli chcesz je wykonać, usiądź wygodnie i zamknij oczy. Połóż prawą dłoń na kolanie, a następnie przemieść ją do lewego ramienia, zabierze Ci to nie więcej niż jedną sekundę. A teraz zrób to samo, ale wykonuj ten gest przez godzinę. Ruch ręki musi być tak powolny, że trudno będzie stwierdzić, czy w ogóle coś się rusza, jednak Twoja intencja, by unieść rękę, jest cały czas obecna. Wiele osób, które wykonywało to ćwiczenie, doświadczało różnego rodzaju zmian w sposobie postrzegania własnej ręki, w końcu w ogóle jej nie czuli, doświadczali po prostu pola energii. Często zmienia się nie tylko odczuwanie ręki: świadomość całego ciała przesuwa się w kierunku nieznanych dotąd doznań ciała (…).

Daan van Kampenhout, Rytuały szamańskie a ustawienia rodzinne, przełożyła Małgorzata Baworowska, Katowice, 2006, s. 135-6.

Sławomir Koper, Żony bogów, 2015.

Raz na takie zebranie – opowiada Jan Kott – trafił jakiś starszy inżynier z prowincji, specjalista od sztucznego włókna. Milczał, był wyraźnie onieśmielony, gubił się wśród tych wszystkich pisarzy. I nagle Nałkowska go podprowadziła. I zaczęło się to wspaniałe solo o sztucznym włóknie, zaskakujące, olśniewające. Nałkowska promieniała. Była zawsze wielkim dyrygentem.

za: Wspomnienia o Zofii Nałkowskiej Warszawa, 1965, s. 235.

blue stokfisz

bluestokfiszfaces are like vessels brimfull of water,
drink from them,
till you shake your thirst

When I saw an imprint of this young man’s face on a veronica, I felt  water all around me – it flowed into my body – through  my throat to my stomach. Filled with  the water I did not feel hungry. Thirst disappeared absorbed by the all-embracing ideal liquid. I could not respire, but I did not feel that I was choking . Maybe I was transformed into a sea fish – the fact remains that I felt saltness on my tongue, a smell of salt went through my nostrils . I was not sure how long I could function like that – how long I will be a human, and when I will grow in a skinny fish. But there was no fear in me – only an expectation of an experience of a new, wet world. ©

Yukio Mishima, Wyznanie maski

Czytałem ten fragment setki razy. Ale zdanie: „Nie miał nawet najmniejszego zadrapania”, wydawało mi się oczywistym błędem. Czytając je, czułem się jakby autor mnie zdradził,
i jednocześnie wydawało mi się, że popełnił poważny błąd.
(…)
Babka, która tam mnie zaprowadziła, zadowolona z pochwał moich ciotecznych babek: „Ależ urósł, jaki już duży”, zrobiła szczególny wyjatek dotyczący potraw, które mogełm jeść w domu kuzynki. Do tej pory była tak przerazona moimi atakami autointoksykacji, że nie pozwalala mi jeść żadnych ryb „o niebieskiej skórze”.

przełożyła Beata Kubiak Ho-Chi, Literatura na świecie, 5-6/2003

w: Jan Jakóbczyk, Szachy literackie? Rzecz o twórczości Karola Irzykowskiego, 2005.

Dlaczego to człowiek miałby być skarbem dla człowieka? Dlatego, że według dość utartego poglądu, każdy człowiek otoczony jest niedocieczoną tajemnicą dla siebie, a tym bardziej dla drugich, żyje samotnie jak monada. Jeżeli więc poprzez swą jakoby mgławicę międzyplanetarną jeden człowiek potrafi wyciągnąć rękę do drugiego człowieka lub zajrzeć do niego, staje się dla niego skarbem, ale może stać się także wilkiem.

Karol Irzykowski, Pojedynek dwóch duchów. Jak Brzozowski walczył z Żeromskim o… ŻeromskiegoPisma rozproszone 1936 – 1939, s. 443-444.

Günter Grass, Blaszany bębenek, 1983 /Die Blechtrommel, 1959/

Dzisiaj wiem, że wszystko nam się przypatruje, że nic nie pozostanie nie zauważone, że nawet tapety mają lepszą pamięć niż ludzie. Nie chodzi bynajmniej o Pana Boga, który widzi wszystko! Wystarczy kuchenne krzesło, wieszak, zapełniona do połowy popielniczka albo drewniana podobizna kobiety, zwana Niobe, aby każdy czyn zyskał sobie pamiętliwego świadka.

przełożył Sławomir Blaut

Stefan Bratkowski, Oddalający się kontynent, 1980

Tak czy inaczej otwarte morze europejskich perspektyw różni się istotnie od wąskiej cieśniny, którą może poruszać się Ameryka; to – powiedziałbym – daje Europie znaczną przewagę. Przynajmniej teoretyczną, bo wszystko wskazuje, że zbieg okoliczności popchnie jednak Amerykę ku rozwiązaniu, które umożliwi jej nową falę ekspansji. Bóg przecież czuwa nad Ameryką.

Ameryka pragmatyzmu nie może wybrać pragmatycznej drogi, jeśliby ta naruszała Główną Zasadę. Tu się kończy jej pragmatyzm, a zaczyna się wiara. Wolna przedsiębiorczość jest zasadą świętą, uświęconą przez konstytucję..